Strona Główna  |  FAQ  |  Kontakt  |  Mapa Strony  

BAZA ZDUBBINGOWANYCH FILMÓW :  A   B   C   D   E   F   G   H   I   J   K   L   M   N   O   P   Q   R   S   T   U   V   W   X   Y   Z   1-9


MAŁPY W KOSMOSIE (lipiec 2008)
napisał Dariusz Dunowski

Małpy w Kosmosie

"Małpy w kosmosie" to film dla całej rodziny. Jest zabawny, jego niebanalni bohaterowie na pewno zaskarbią sobie sympatię widzów, akcja galopuje z szybkością światła... Czego jeszcze potrzeba, żeby przekonać choćby i najwybredniejszych kinomanów, że warto wybrać się do kina? Ci, co zawsze kręcą nosem, i tak nie będą usatysfakcjonowani, reszta - ci, którzy zdają się na spontan, i nie oczekują bóg-wie-czego, nie uznają tych dwóch godzin w pobliskim multipleksie za czas stracony.

Poprosił mnie Michał Culek - administrator strony www.dubbing.pl - o napisanie paru słów tzw. podsumowania nagrań polskiej wersji filmu "Małpy w kosmosie", i najpierw pomyślałem: kurcze, to chyba głupie; co można mądrego napisać tytułem kropki nad i wydarzenia, które przecież wydarzeniem nie jest; że to pretensjonalne, może nawet bałwochwalcze, bo jak skromnie wspomnieć o czymś, co - z definicji - skromnym być nie powinno?
Przychodzi taki moment, że dostajemy propozycję zrobienia dużego filmu w dubbingu, i skwapliwie tę okazję wykorzystujemy. Tak się zdarzyło i tym razem. Banał ? Nie do końca. Nie codziennie karmi się każdego z reżyserów równie smakowitym kąskiem. Mało tego: początek to zwykle euforia; bierzemy, co dają, niemal w ciemno; potem zaczynają się schody, bo trzeba się wreszcie z otrzymanym od losu (studia; tu: Start International Polska) darem zmierzyć. I włos staje dęba. Bo oto - spodziewamy się arcydzieła na miarę "Shreka", a po rozpakowaniu okazuje się, że film jest, jaki jest, że tak naprawdę, to nie wiadomo, jak się do niego zabrać, jak co ugryźć. Co wcale nie znaczy, że "Małpy w kosmosie" to zły, nijaki, oklepany film powielający jedynie sprawdzone wzorce... Przewrotnie, z przymrużeniem oka - wykorzystuje wszystko, co da się wykorzystać.
Ale, jeszcze słowo o przywołanym "Shreku". Nie żebym się pod niego podczepiał, choć sami twórcy nie mieli oporów. Jak by nie patrzeć, jak dogłębnie by tematu nie roztrząsać, wychodzi na to, że "Shrek" stał się rodzajem cezury, granicą między starą "polską szkołą dubbingu" a nową jakością adaptacji, odwagi przemycania rodzimej oryginalności, żarliwości ekspresji i potoczystości słowa, która dość brutalnie pożegnała się z minionym i szturmem zawojowała modern-tłumy; i nie tylko nasz genialny dubbing dokonał tego cudu - samo dzieło podniosło poprzeczkę tak wysoko, że wyżej - jak dotąd - praktycznie nie podskoczysz. W ramach gatunku. A może zawsze tak jest, że przełom urasta do rangi legendy, sacrum - a z sacrum wiadomo: nic, tylko bić pokłony...
Zawsze liczymy na więcej; nie z pazerności, z pobudek szlachetniejszej natury, które dumnie przystrajamy w barwy ambicji. A może (a nawet bardziej?) z kompleksów (nie tylko moich własnych, naszych - wszech polskich). I prawie zawsze nie mamy tak do końca przekonania (kabotynizm?), że się uda - to, co ma się udać, po prostu - bo sukces wpisany jest w tę branżę; przynajmniej teoretycznie. Jedni się do tego przyznają wprost, a nawet tym epatują, inni w milczeniu, ze stoickim spokojem rozważają każdą ewentualność, bo mają zbyt wiele wątpliwości, żeby nie wiedzieć, że sukces i klęska są bardzo blisko, że dość często to, co nazywamy sztuką, to kuglarstwo. Banał ? Być może.

Małpy w Kosmosie


I zaczynamy się zmagać. Już przy drugiej projekcji dostrzegamy w filmie coś na kształt potencjału, ale nie mamy jeszcze śmiałości, żeby to nazwać; ciągle pielęgnujemy w sobie tę nutę niepewności, która ma nam zapewne poprawić samopoczucie, zrodzić przeświadczenie, że do sukcesu potrzeba potu i krwi, że hipotetyczne owacje osłodzą dopiero rubieże tej drogi przez mękę, jaką jest praca w dubbingu. Bo dubbing to - ze wszystkich sztuk, jakimi się mieni - nade wszystko sztuką jest pokory. Najpierw - wejść w klimat, w konwencję, żeby w miarę swobodnie poruszać się po wzburzonym morzu językowych, semantycznych, stylistycznych figur i pułapek, żeby trafnie obsadzić, a potem precyzyjnie aktorów poprowadzić, przy czym precyzja nie ma tu nic wspólnego z pedanterią księgowego; idzie o to, aby tak poruszyć tryby skomplikowanej machiny najrozmaitszych doznań, stanów i emocji, żeby - na podobieństwo wielkiego poruszyciela - tchnąć w opowiadaną historię życie. Łał, chyba jednak przesadziłem!
Nie jestem i nie będę w stanie obiektywnie ocenić swojej pracy, i żadna to kokieteria. Mogę za to chwalić, ile wlezie, aktorów, którzy zechcieli ze mną współpracować. Jeśli film się spodoba, to będzie to wyłącznie ich zasługą. Nie wyobrażam sobie innych Hama, Luny i Tytana niż tych z głosami, talentem i osobowością Marcina Hycnara, Kamilli Baar i Grzegorza Pawlaka. Nie wiem, czy ktoś zagrałby cudowniej niż Dominika Kluźniak, z większym pazurem niż Miłogost Reczek, bardziej ujmująco niż Aldona Jankowska, Adrianna Biedrzyńska, Jacek Fedorowicz i Andrzej Grabowski. A Piotr Machalica ? Bartosz Obuchowicz ? Jan Janga-Tomaszewski ? Krzysztof Japa ? Jarosław Boberek ? I goście specjalni: Krystyna Czubówna, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Tadeusz Sznuk, Mirosław Hermaszewski i Piotr Kraśko...? Przy okazji: dobrze móc pracować z Michałem Skarżyńskim - realizatorem (dźwiękowcem i montażystą w jednej osobie), który prócz mistrzowskiego ucha i oka, dysponuje życzliwością, której nie skąpi. A i Ela Araszkiewicz kierująca produkcją to anioł. Wiem, znów się zagalopowałem - nadmiar wzruszenia i patosu to nadto wykwintne danie, które trawi się z nader wybujałymi konsekwencjami.
Wracam więc do punktu wyjścia: czy da się uniknąć w takich jak niniejsza sytuacjach banału, pretensji? Ba, do protekcjonalności jeden krok zaledwie. I paru jeszcze słów można by użyć uczonych, celem rozpętania iście kosmicznego - nomen-omen - pandemonium...! O filmie się nie mówi, nie pisze; film jest po to, żeby go oglądać. Mam czelność wierzyć, że "Małpy w kosmosie" wielu rozbawią do łez.
I że zacytuję Hama: "... ale, to tylko takie tiru-riru..."

opracowanie i treść ©2011 - Michał Culek | kontakt

projekt: www.atcsites.com