luty2009

Aaaaaaaaaaa... Cziłałaaaaaaa... :-)

Disney to wytwórnia nieprzewidywalna, która wciąż potrafi nas zaskakiwać. Tym razem Wielki Walt oferuje nam rozrywkę na prawdziwie "zamerdanym" - nie wiem, czy takie słowo w ogóle istnieje, ale... ;-) - poziomie. "Cziłała z Beverly Hills" zagościł właśnie na ekranach polskich kin. Przyznam, że po obejrzeniu zwiastuna, wybrałam się na ten film z myślą zobaczenia kiczowatego obrazka niby dla dorosłych, niby dla dzieci z gadającymi psami w niezbyt udanym scenariuszu. I bum! Zaskoczenie...
Rozpieszczona cziłała Chloe tonie w luksusie. Nosi najlepsze ciuchy, ma przyjaciół na poziomie, a jej ukochana właścicielka - Wanda - nie żałuje grosza na swoją pupilkę. Chloe ma wszystko, czego prawdziwa dama może zapragnąć. Nie ruszy się z domu bez mgiełki Chanel nr 5, a na śniadanie jada tylko naleśniki... świat Chloe jest niedostępny dla czworonożnego Papi, wiernego przyjaciela i pomocnika młodego Meksykanina, ogrodnika Wandy. Papi bez pamięci kocha się w Chloe, która jest spełnieniem jego psich marzeń. Na każdym kroku wyznaje miłość corazon. Dla niej jest gotów zrobić wszystko, nawet "wyciumkać pchły" :-). Zadufana w sobie Chloe odrzuca jednak te amory, bo przecież nie będzie zadawała się z kundlem. Nie wie jeszcze, że Papi to też cziłała... Pewnego dnia Wanda wyjeżdża, pozostawiając Chloe pod opieką swojej siostrzenicy Rachel, która nie jest zachwycona perspektywą opiekowania się rozpuszczoną suczką. Pod nieobecność ciotki, Rachel wraz z przyjaciółkami i Chloe wyruszają na kilkudniowy wypad do Meksyku. Dziewczyny imprezują, a Chloe tymczasem próbuje odnaleźć drogę do domu. Niestety, gubi się w zgiełku miasta i zostaje porwana przez Vasqueza - organizatora psich walk. W oczekiwaniu na pomoc, poznaje nowych przyjaciół - Delgado, Rafa i Chucho - i strasznego El Diablo, z którym mała cziłała ma zmierzyć się na ringu. Do psiej walki nie dochodzi. Delgado wraz z przyjaciółmi ratują Chloe, a El Diablo - wierny druh Vasqueza - rusza w pościg. Celem jest Chloe i jej drogocenna obroża. Wkrótce, za sprawą wielkiego Monte, Chloe pozna cel istnienia cziłała, a z odsieczą przybędzie dzielny Papi. Przygoda się zaczyna...

Historia Chloe to prawdziwie wzruszająca opowieść, a nie głupia nibyhistoryjka bez refleksji. Reakcje dzieci na widowni mówią same za siebie. Oglądają z otwartą buzią, śmieją się, komentują: "Tato, nic jej się nie stało, prawda?", "Tato, on już tu kiedyś był, prawda?", "Mamo, ale to śmieszne", "Jaki on dzielny", "Uciekaj!". Przytoczę jeszcze krótki dialog ojca i syna, którzy wspólnie oglądali film tuż obok mnie:
Tata: "No i jak? Podobało się?"
Syn: "Super było! Bardzo fajne! Bardzo mi się podobało."
Tata: "Mi też."
Zapewniam, że dorośli też nie będą zawiedzeni...
Psie filmy zdarzały się już w kinie, ale nigdy w takim wydaniu. "Cziłała..." to nie film z cyklu "Animal Planet: Życie cziłała". To prawdziwie zabawna historia z morałem i wzruszającym, szczęśliwym oczywiście, ale i nieco przewidywalnym zakończeniem. Taki właśnie jest Disney. Przyznam, że i mnie kilka razy łezka zakręciła się w oku. Ale przejdźmy do dubbingu...
Ludzki, a na dodatek psi film to jak wiemy nie lada wyzwanie dla reżysera, bo jak tu dobrać odpowiednich aktorów do ról czworonogów? Jak ustawić dialogi z ustami, a właściwie pyszczkiem oryginalnych postaci? Temu zadaniu sprostał reżyser polskiego dubbingu do "Cziłała..." - Wojtek Paszkowski. Dawno nie oglądałam tak znakomicie wyreżyserowanego dubbingu i to w takim filmie. Zazwyczaj przy pierwszych dźwiękach ludzkiego, zdubbingowanego filmu, zaczynam się nudzić. Męczą mnie odgłosy z ekranu. W takich filmach wszystko musi płynąć, bez sztuczności i oderwania postaci od tła. W przeciwnym razie film męczy estetycznie, a finalnie nudzi. "Cziłała..." to kino familijne, w którym polski dubbing przekroczył poziom przeciętny, a niewidzialna ręka reżysera znakomicie poprowadziła równie znakomitych aktorów, co dało naprawdę fantastyczny finalny efekt. Te psiaki po prostu mówią! Chloe - Katarzyna Bujakiewicz. Nigdy wcześniej nie słyszałam Kasi B. w polskim dubbingu. Podeszłam do tej roli z dystansem i ciekawością tego co usłyszę. Muszę przyznać, że rola Chloe zagrana została znakomicie i nie chodzi tu tylko o idealnie dobrany głos postaci, ale też i poprowadzenie aktorskie głosu bohaterki. Mały piesek? Proste, łatwe i przyjemne zadanie. Czyżby? Absolutnie nie. Chloe to bardzo uczuciowy czworonóg, ale też i rozwydrzony, zadufany w sobie pupilek bogatej damy. Niełatwe to zadanie dla aktora. Oczywiście szczekanie nie wchodzi w grę, ale za to szybkie i zmanierowanie gadanie, jak najbardziej. Kasia B. pokazała nam jaką potrafi być wielką aktorką głosową - delikatną, zwariowaną, ale i waleczną Chloe... :-)
Papi - Jacek Braciak. To moim zdaniem najlepiej zagrana postać w filmie. Po "Dżungli" i pamiętnym "[...] a poczochraj już mój plusz [...]" sądziłam, że Jacek B. został zaszufladkowany i na zawsze pozostanie Koalą z ananasową koroną. Zastanawiałam się także, w jaki sposób Polak zagra meksykańskiego psa. Jak zagra? Właśnie tak!
Papi Jacka B. to beztroski przyjaciel młodego ogrodnika Wandy - właścicielki Chloe. Papi jest meksykańskim cziłała, o czym, żyjąca w zamkniętym bogatym światku, Chloe nie wie i traktuje go jak zwykłego kundla, nie szczędząc obraźliwych uwag. Ten jednak, zakochany w rozwydrzonej suczce, nie kryje swoich uczuć i na każdym kroku wyznaje jej miłość - Mi corazon. Bo latynoska miłość przecież nie zna granic. Jacek B. stworzył postać Papi'ego w sposób bardzo subtelny i zabawny zarazem. To bardzo odważny pies, uczciwy i oddany, ale to także i prawdziwy Latynos, macho o nieco wyższym od innych postaci i lekko zachrypniętym głosie. Zapewniam, że nie znajdziecie tu grama Koali. :-) Takie role pokazują, że nasi rodzimi aktorzy nie tylko potrafią świetnie kreować grane na ekranie postaci, ale także i te głosowe, przy których pracy jest równie dużo, jak w tym przypadku. Przecież to psy, zwierzęta, więc jak tu wyznać miłość pyszczkiem małego, brązowego pieska? Jacek B. Wam pokaże... :-)
Delgado - Olaf Lubaszenko. Po obejrzeniu "Lissi na lodzie" i niezbyt udanym występie w roli Yeti, zaczęłam zastanawiać się, czy Panu Olafowi nie chce się już robić polskiego dubbingu? Na szczęście... myliłam się. Delgado, postawny owczarek niemiecki i były oficer policji, to jeden z najodważniejszych bohaterów "Cziłała...". Delgado zaprzyjaźnia się z Chloe. Tak, tak. Z Chloe, z małą cziłała. Razem stawią czoło niebezpieczeństwu, a Delgado odzyska to, co stracił dawno temu. Zastanawiałam się także czy Olaf L. przebije Andy'ego Garcie, który zagrał Delgado w oryginale. Andy to przecież czystej krwi Latynos, więc zagranie Meksykanina nie stanowiło najmniejszego problemu. W przypadku Pana Olafa także. :-) Głos idealnie zgrał się z postacią. Jest lekko spowolniony, niski, głęboki, troszkę zasapany, ale jakże sympatyczny w odbiorze i ciepły, bezpieczny. Znakomicie Panie Olafie! świat dubbingu Pana potrzebuje i to w takiej właśnie formie... :-)
Wanda - Joanna Trzepiecińska. Niestety w przypadku tej postaci czuje mały niedosyt. Przyzwyczaiłam się do Pani Joanny w rolach bardziej zwariowanych. Do dziś pamiętam rybkę Dory, cierpiącą na zanik pamięci krótkotrwałej i dla mnie ta rola Pani Joanny jak na razie pozostaje tą najlepszą. Wanda, ciotka Rachel i zarazem opiekunka Chloe to kobieta sukcesu, której kasy nie brakuje. Ma ogromny dom, żyje w luksusie. Mało na ekranie Wandy - w oryginale znakomita Jamie Lee Curtis - także i Pani Joanny mało, za mało. Czuję niedosyt postaci. Zbyt delikatna i mało znamienna rola, żeby marnować taki talent. Tylko tyle.
Rachel - Anna Dereszowska. Na początku zupełnie nie poznałam głosy Ani D. Zaskakujące z jaką lekkością wcieliła się w postać Rachel - siostrzenicy Wandy. Bardzo dziewczęco zagrana rola i naturalnie. Miałam o tym nie pisać, ale... szkoda, że szczekanie do słuchawki nie zostało nagrane właśnie przez Anię D. :-) Bardzo zabawna scena. Obawiałam się także, że usłyszę z ekranu kolejną Hannah Montanę albo druga Clarie ("Alvin i Wiewiórki"), a to byłoby nie do zniesienia. Tak się jednak nie stało. Rachel to zwykła dziewczyna o bardzo delikatnym i użyję tego słowa - normalnym głosie, doskonale zresztą dobranym do samej postaci.
Manuel - Mieczysław Morański. Ciekawa byłam, kto dostanie tę właśnie rolę. Rolę, którą w oryginale zagrał znamy nam dobrze, doskonały w dubbingu Cheech Marin. Od razu rozpoznałam ten głos i od razu było mi do śmiechu. Za każdym razem jak słucham Pana Morańskiego zastanawiam się skąd tyle humoru w granej przez niego postaci. Manuel to uliczny szczur, gada cwaniakowato, jest złodziejem błyskotek i słodyczy. Razem z kumplem Chico - iguaną urodzoną w terrarium (Michał Piela) knują plany przechwycenia drogocennych przedmiotów. Dialogi tych dwóch kumpli są bardzo zabawne, ale nie przesadzone w podtekstach, przygotowanych oczywiście dla rodziców, towarzyszących dzieciom na projekcji "Cziłała...". Bardzo podoba mi się to, co Mieczysław Morański oferuje nam z ekranu. Jego postaci są zawsze ciekawe i właśnie prawdziwie zabawne, nie sztuczne czy też wymuszone. Tak jak i cziłałowski (:-)) Manuel, który dość szybko prowadzi dialogi, powiedziałbym nawet że, nie wiem czy zamierzenie, nieco sepleni. Ogólnie dużo gada, oby zagadać... no i... coś zachachmęcić. Pokłon w stronę wielkiego talentu... oczywiście Mieczysława Morańskiego.
Rafa - Janusz Wituch i Chucho - Sławomir Pacek. Kiedy pierwszy raz pojawiają się na ekranie, trudno odróżnić głosy tych dwóch psiaków. Panowie bardzo podobnie modulują swój głos. Wcześniej tego nie zauważałam, ale w przypadku tych postaci słychać to wyraźnie. Rafa i Chucho poznajemy w dniu, kiedy Chloe zostaje porwana. Oni także zostali zamknięci w klatce. Wszyscy mają brać udział w walkach psów, organizowanych przez Vasqueza. Jednak w ostatniej chwili wraz z Chloe udaje im się uciec. A kiedy Papi przybywa do Meksyku, Rafa i Chucho pomagają mu odnaleźć Chloe. Kumpelskie dialogi Panów JW I SP idealnie współgrają z postaciami.
Sebastian - Jakub Szydłowski. Pozwolę sobie wspomnieć jeszcze o tej drobnej roli. Sebastian jest mocno zmanierowanym psem, nosi kolorowe, kwieciste koszule, okulary przeciwsłoneczne, wie co dobrego zjeść i raczej gardzi bieganiem, najchętniej wylegując się na leżaku przy basenie. Kuba Sz. świetnie zagrał tą rolę. Zblazowany buldog z nienagannymi manierami. Głos niski, typowy dla Kuby Sz. w dubbingu, ale i lekko zniewieściały, jak na bogatego, modnie ubranego gościa przystało. Brawo!
Monte - Andrzej Chudy. Monte to postać bardzo zabawna. Taki pseudoprzywódca meksykańskich cziłała. To on pokaże Chloe skąd pochodzi i gdzie tkwią jej korzenie. To on powie jej, co jest w życiu najważniejsze. W oryginale postać tą zagrał znany śpiewak operowy - Placido Domingo. Zabawne, że zgodził się na udział w takim projekcie. Pan Andrzej bardzo ciekawie wcielił się w postać Monte. Jest mentorem Chloe, głosi prawdę. Dzięki niemu, Chloe zrozumie kim jest i co jest w życiu najważniejsze. Gdy Monte pojawił się na ekranie, miałam de ja vu i przez chwilę myślałam, że cziłała zaczną śpiewać chóralnie "Wyginam śmiało ciało". Co ciekawe, mimo grupowej sceny przemawiania Monte do narodu, nie było wspólnego śpiewania, nawet w rytm cziłała. Szkoda...
Ogrodnik - Bartek Mazur. Bardzo krótko. Niestety ten głos zupełnie nie pasował do postaci. Nie współgrał. Wyszło sztucznie i dość karykaturalnie. Troszkę w stylu Troy'a. A to nie ten film, niestety...
El Diablo - Artur Dziurman. Na koniec zostawiłam dubbingowy majstersztyk. Bardzo cenię głos Pana Artura. Potrafi oddać negatywnej postaci to, co najlepsze. Drapieżny i zły El Diablo fantastycznie wpasował się w głos Pana Artura. Tak, tak. Nie na odwrót. Biorąc pod uwagę oryginalny głos postaci, powiem wprost, że obawiałam się, czy znajdzie się polski aktor, który zrobi to równie dobrze, a może nawet i lepiej. Mowa tu o Edwardzie Jamesie Olmos, znanemu fanom twórczości Roberta Rodrigueza. Aktor nie tylko wciela się w postaci typowych ekranowych bandziorów, ale robi to też głosowo ze znakomitym, jak widać/słychać finalnym efektem. Dlatego też jedynym godnym tej postaci kandydatem był Artur Dziurman, a obsadzenie aktora w roli El Diablo było strzałem w dziesiątkę. Pan Artur w polskim kinie również wciela się w negatywne role, podobnie zresztą dzieje się w dubbingu - np. znakomity Lucjusz Malfoy. Doberman-Dziurman jest wściekły, zdeterminowany, zły i bez skrupułów. Głos jest niski i zachrypnięty, a do tego lekko spowolniony. Prawdziwy z niego meksykański bandido.
W "Cziłała..." występuje jeszcze mnóstwo znanych głosowych aktorów, bo film jest dość obfity w postaci. Przyznam, że wszyscy zagrali te drobne role bardzo dobrze i bez sztuczności. Szczególnie w pamięć zapadł mi Benjamin Lewandowski, który mówił głosem szczeniaczka, przypominając mi czasy Króla Lwa. :-)
Dialogi do "Cziłały..." napisał Tomasz Robaczewski. Dziękuję w imieniu swoim i widzów za ograniczenie głupich żartów nie mających sensu. Dialogi są lekkie i przyjemne, zabawne i płynne. Nie znajdziecie tu nadmiaru podtekstów i odwołań do polityki. Są też i ciekawe twory językowe jak chociażby "wyciumkać" czy "skopię mu ogon". Są też i aluzje jak "Uwaga, Hannah Montana na trzeciej." Czy "No, normalnie jak na Animal Planet", które wywołują radosne odgłosy wśród publiczności.
Lista płac znakomitych twórców tego filmu oczywiście pojawia się na końcu. Czyli mamy tu standard powszechnie znany, kiedy w kinie nie pozostaje nikt inny, tylko ekipa sprzątająca. Ciekawe było to, że napisy początkowe filmu przedstawiały aktorów dubbingujących w oryginale. Nie rozumiem, dlaczego nie można było dodać tam nazwisk polskich dubbingowców. No, ale cóż. Nie pierwszy raz zadaje takie pytanie. Chcemy, żeby nasz rodzimy dubbing się rozwijał, żeby był doceniany, to promujmy go. :-)
Montaż dźwięku "Cziłały..." jest znakomity. Ciekawy efekt końcowy. Przecież to film o gadających zwierzętach, więc jak tu się wbić słowami w ruch psich pysków? A jednak można. Psiaki po prostu mówią. Synchronizacja głosowa jest bardzo dobrze przygotowana, a aktorzy w czasie wypowiadają kwestie. Bardzo ładna technicznie robota.
Warto też zwrócić uwagę na znakomitą ścieżkę dźwiękową "Cziłały...". Pełno w niej hiciorów na karnawałowa imprezę. Polecam na rozgrzanie w te zimne dni... Ale najpierw do kina! Ta da da da da... Ta da da da da... Ooooooo... Cziłała...
Pozdrawiam madzia-cuperek