wrzesień2005

Gwiezdne wojny 3 : Zemsta Sithów

Miałam szczęście być wczoraj dwukrotnie na premierze Star Wars - i niestety muszę przyznać, że nasz dubbing srogo mnie rozczarował...
Pokaz nocny był dla zapaleńców. Jak wiadomo większość zapaleńców : wielbicieli, niemal fanatyków gwiezdnej sagi, woli oglądać ową w oryginale. I mimo że za fanatyczkę się nie uważam, z przyjemnością wybrałam wersję oryginalną. Było dobrze. Nie będę komentować samego filmu, fabuły, kiepskich dialogów, bo nie w tym rzecz...Ale było DOBRZE. Tego się spodziewałam.
Drugi raz wybrałam się zaledwie kilka godzin później z synem. Co prawda ma lat zaledwie 6, ale widział i zna wszystkie części. A że niestety nie czyta biegle, więc tym razem wersja była dubbingowana. I tu spotkała mnie przykra niespodzianka. Nie dość że scenariusz w ogóle przewiduje kiepskie kwestie, to jeszcze polscy głosodawc jakoś ...(szczerze?) spaprali sprawę...

Pokaz nocny wzbudził zachwyt. Szczery. Bo to przecież film kultowy, cała saga absolutnie historycznej wartości. A ta część szczególnie istotna. I z racji treści : wyjaśnienie wszystkich wątków i z racji czasu powstania ostatnia, spinająca całość klamra. Kiedy padła "Yes, master" na sali gruchnęły brawa. Spontaniczny wyraz uznania. Nie wdając się w inne sentymentalne szczegóły nadmienię, że na wersji z dubbingiem niestety kilka razy wybuchały ale salwy śmiechu. Równie szczere i spontaniczne.
Dubbing ma swoich zwolenników i przeciwników i w sumie nie ma to większego znaczenia : ważne by być zadowolonym nie ubliżając innym i nie negując ich upodobań. I mimo że myszka Mickey mówiąca po niemiecku do furii mnie doprowadza, nie jestem przeciwniczką dubbingu. Zwłaszcza kiedy biorą się za niego profesjonaliści. No i głównie w przypadku bajek. Natomiast superprodukcje, które mają wierną i konserwatywną rzeszę fanów, czasem tracą na dubbingu. Bo mój sześcioletni syn i owszem, był zadowolony. Ale już jego szesnastoletni towarzysz z fotela obok zdecydowanie nie. Więc nie krytykując gustów : chylę czoła przed oryginałem (wcale nie idealnym, o nie) i przyznaję z przykrością, że w tym przypadku Polacy pokpili sprawę...

Yooleczka