wrzeień2009

Upadek księcia

Harry Potter i... Książę Półkrwi... na premierę kolejnej ekranizacji przygód młodego czarodzieja czekali wszyscy fani zarówno książki J. K. Rowling jak i fani komercyjnego hollywoodzkiego kina fantasy. Przyznam się, że należę do tych pierwszych i do tych drugich. Książka wciąga niesamowicie, a tytułowy Książę Półkrwi to tajemnicza postać, która do końca pozostaje intrygująca.
Wiadomym jest, że ekranizacje książek nie są zazwyczaj wiarygodnym odzwierciedleniem tak zwanego co autor miał na myśli. Nie da się stworzyć scenariusza filmu w pełni oddającego sens powieści i zamysłu twórcy, ale... dobry scenariusz to podstawa dobrego kina, czego niestety nie doświadczamy w "ostatnim Harry'm", a szkoda, bo pierwsze ekranizacje książki były naprawdę znakomite. Jednak odnoszę wrażenie, że im dalej w las, tym...
Twórcy hollywoodzkiego Harry'ego postawili tym razem na komedię romantyczną, chociaż nie wiem czy do końca taki właśnie był zamysł scenarzysty i reżysera i... co na to Rowling? Wyraźnie pomysł zmierza teraz w stronę komercji, a nie wciągającej magicznej opowieści fantasy. Książę Półkrwi przepełniony jest tematyką rozterek sercowych głównych bohaterów, a magia jest i owszem, ale gdzieś tam w tle, spychając ważne naprawdę wydarzenia na dalszy tor, a niektóre nawet pomijając. Najważniejsze sceny, czyli te w których ujawnia się tytułowy Książę Półkrwi, czy też umiera Profesor Dumbeldore, zostały bardzo okrojone, tracąc tym samym na dramatyczności i napięciu, które tak znakomicie buduje książka. Nie wiem, do czego zmierzają twórcy filmowych przygód Harry'ego, ale odnoszę wrażenie, że w bardzo złą stronę komercjalizacji naprawdę dobrej powieści. Aż boję się pomyśleć, co będzie za dwa lata, kiedy na ekrany kin trafi ostatnia cześć HP i o zgrozo podobno tom ten zostanie podzielony na dwie ekranizacje. Wiem, że Hollywood rządzi się swoimi prawami, ale fani i publika są przecież najważniejsze. Myślę, że Ci, którzy książkę czytali, nawet nie raz, czują niedosyt, po wyjściu z kina i ja to rozumiem...

Dodatkowym niestety minusem Księcia Półkrwi jest polski dubbing. Rzadko zdarza mi się krytykować polski dźwiękowo film, ale niestety w przypadku HP nie da się tego uniknąć. Dubbing w tym filmie doskonale został zrobiony chyba tylko w pierwszej części przygód czarodzieja. Druga również nie była najgorsza, ale już zaczęły się problemy. Tym razem pokusiłam się o obejrzenie filmu w dwóch wersjach - z napisami i z dubbingiem, chociaż przez ostatnie lata skupiałam się raczej na tej pierwszej. Ty razem nie będę analizować wszystkich postaci z dubb-filmu, a jedynie te, które naprawdę zasługują na uwagę. Jedną z takich jest Aleksander Mikołajczak jako Profesor Slughorn, który stworzył znakomitą rolę. To chyba jedyna postać w filmie, która tak bawi i w oryginale i w polskim dubbingu. Oddał komizm postaci poprzez lekko skrzeczący, załamujący się głos, troszkę nieporadny. Postać jest tak autentyczna, że nie odczuwa się żadnej różnicy w porównaniu z oryginałem - zresztą bardzo sympatycznym w tej roli Jimem Broadbent. Jest też Joanna Kudelska, która ponownie wystąpiła w roli Hermiony. Przyznam się, że od pierwszego filmu bardzo lubię ten głos. Czytając książkę właśnie tak wyobrażałam sobie Hermionę. Mam wrażenie, że JK świetnie czuje się w tej roli. Gra bardzo lekko, naturalnie, momentami zabawnie, wzruszająco, bardzo prawdziwie. Chyba nie wyobrażam sobie już innego głosu tej postaci. Do tego zacnego grona dołącza również i Marcin Łabno, który raz jeszcze pojawił się w roli Rona. Podobnie jak w przypadku Joanny Kudelskiej uważam, że postać jest fantastycznie zbudowana. Troszkę mówiąc kolokwialnie ciamajdowaty Ron jest bardzo komediową postacią, rozładowuje napięcie w scenach trójki przyjaciół. Głos polskiego Rona świetnie odnajduje się w zabawności tej postaci, a co ciekawe, że Marcin Łabno genialnie potrafi wczuć się w mimikę twarzy aktora - Ruperta Grinta.
Właściwie na tym etapie zakończyłabym moją wypowiedź na temat polskiego dubbingu Księcia. Nie chcę dokładnie skupiać się na minusach pozostałych postaci, bo jest ich naprawdę dużo. Niestety... ale nie mogę jednak pominąć najważniejszych postaci Księcia Półkrwi - Harry'ego, Severusa Snape'a i Albusa Dumbeldore'a. Oglądając film z napisami zachwyciła, zawsze zachwycała mnie tajemniczość postaci Snape'a, którą tak doskonale zbudował Alan Rickman. Podobnie zresztą Dumbeldore, którego oryginalny Gambonowski głos po prostu hipnotyzuje. Harry - Daniel także jest znakomity. Akcent brytyjski, z którym mówi, lekkość budowania postaci są nie do podrobienia. Polski dubbing nie oddaje sensu tych postaci, karykaturalnie psując oryginalne, znakomite aktorstwo. Szkoda, bo wielkie nazwiska polskich dubbingowców są na liście płac Księcia...
Mimo wszystko zapraszam wszystkich do kina. Niech każdy sam przekona się, czy warto, bo ilu widzów, tyle opinii...
Pozdrawiam, madzia-cuperek