czerwiec2009

Muuhahahahahahaha :-)

Gigantica, Dr Karaluch, Brakujące Ogniwo i BOB, czyli Potwory kontra Gallaksar Obcy. Nowy obraz animowany Dreamworks - Potwory kontra Obcy - to niesamowity pokaz efektów 3D z niebanalnym scenariuszem i świetnymi efektami specjalnymi IMAX.
W dniu ślubu Susan zostaje uderzona przez spadający meteoryt. Za sprawą zielonej substancji, zanim zdąży wypowiedzieć sakramentalne "tak", zamienia się w kilkunastometrową, niesamowicie silną olbrzymkę, zostaje schwytana przez wojsko i trafia do tajnej bazy na odludziu, gdzie poznaje... odrażające... POTWORY, czyli... szalonego naukowca Dr Karalucha, galaretowatego BOBa i człowieka-rybę Brakujące Ogniwo. Od tej chwili nie jest już zwykłą dziewczyną, zakochaną w Dereku, Susan. Od teraz jest Giganticą. Wkrótce okazuje się, że zielona substancja, która zaatakowała Susan, to kwantonium z planety Gallaksara, obcego, który chce zniszczyć Ziemię. BOB, Karaluch, Gigantica i Brakujące Ogniwo będą mieli pełne ręce roboty. Czy nasza dzielna czwórka zdoła powstrzymać roboty i klony obcych? Zobaczcie sami...

Ta bajka, chociaż nie dla dzieci, cieszy oko, bo efekty 3D są fantastyczne, zresztą sama animacja również. Postaci poruszają się zwinnie i naturalnie. Krajobraz San Francisco idealny, nic dodać nic ująć, bardzo realistycznie. Film ten cieszy też i nasze ucho, bo dubbing przygotowany został naprawdę inteligentnie. Nie ma tu głupich żarcików i bezsensownie śmiesznych tekstów, ale dopracowany humorek, lekki, jednak nie przesadzony, dzięki czemu śmiejemy się z naprawdę zabawnych tekstów. A to wszystko za sprawą nieocenionego Bartosza Wierzbięty. Potwory vs Obcy wyreżyserowała Elżbieta Kopocińska - Bednarek. Mam wrażenie, że "zatrudniając" TAKICH aktorów Pani Ela nie miała zbyt wiele do zrobienia :-). Obsada to same gwiazdy naszego rodzimego dubbingu, ale jak zwykle zacznijmy po kolei...
Susan - Barbara Kałuża. Od razu przyznam, że rola bardzo dziewczęca, właściwie też i bardzo zwyczajna. Mało reakcji, trochę śmiechu, trochę smutku. Trudno mówić tu o arcydziele, ale przyjemny, delikatny głos.
Dr Karaluch - Wojtek Paszkowski. Szalony naukowiec, który przypadkiem podczas kolejnego eksperymentu, zamienia się w Karalucha. Głos Wojtka idealnie pasuje do małego czerwonego, zwinnego i odpornego owada. W porównaniu z oryginałem wypada naprawdę fantastycznie. A dodać tutaj warto, że "oryginalny" Karaluch mówi głosem znanego nam Dr Housa, czyli Hugh Laurie. Urzekła mnie animacja tej postaci i te niesamowicie wielkie oczy, przeszklone, wyraźne i sympatyczne. Głos musiał być zabawny, latynosko-szybki, ale i ciepły i sympatyczny, bo wbrew pozorom (w końcu to karaluch) to bardzo sympatyczna postać w filmie. I ten niesamowity śmiech... Muuhahahahaha :-)
BOB - Grzegorz Pawlak. Na początku nadmienię, że dubbing Pana Grzegorza bardzo lubię i cenię i wiem też, że to nie tylko moje zdanie. Wszyscy doskonale znamy Skippera z Madagaskaru - "Lodzio miodzio chłopaki". Jednak niebieskiego potwora BOBa nie zaliczyłbym do udanych w karierze Pana Grzegorza. To taka troszkę głupkowata postać - w gwoli wyjaśnienia, ponieważ BOB nie ma mózgu, jest galaretą, nie zawsze wie co mówi i robi. Zabrakło mi w tej postaci takiej wesołkowatości i lekkości, szaleństwa i łamliwości głosu. BOB mówi jednostajną, dość niską barwą, co troszkę mija się z samą postacią. Zdecydowanie chętniej posłuchałabym w tej roli Kubę Szydłowskiego, który był BOBem w zwiastunie Potworów.
Brakujące Ogniwo - Jarosław Boberek. Tutaj chyba niestosowne byłoby krytykowanie postaci. Chociaz... Nie, nawet nie zamierzałam tego robić. Pan Jarek świetnie poprowadził tą postać. Z lekka chrypką gada nasz bohater, troszkę cwaniakowato, lowelasowo (jest takie słowo? :-)), bardzo miła melodia dla ucha.
Gallaksar - Mieczysław Morański. Tego Pana można słuchać i słuchać. Nie wiem, czy to dlatego, że dzień przed wizytą w kinie oglądałam "Cziłała z Beverly Hills", czy też dlatego, że Pan Morański zawsze kojarzy mi się z animowanymi cwaniakami. Słuchając Gallaksara miałam wrażenie, że oglądam kilka postaci na raz. Jakież to piękne, kiedy głos tak cieszy ucho, niezależnie od dubbingowanej postaci, a przy tym pozostaje prawie niezmienny, bez specjalnej modulacji. To się nazywa klasa.
Prezydent - Zbigniew Suszyński. Jeśli chodzi o tą postać, to przyznam, że pierwszy raz tak rozbawił mnie Pan Suszyński graną przez siebie dubrolą. Bardzo zabawny bohater. Gadanie przepełnione gagami i reakcjami. "Brązowy alarm!!"? :-)
Generał Monger - Miłogost Reczek. Mało Pana Miłogosta na ekranie, ale jedna scena zapada w pamięć - prezentacja Potworów - ileż tu zabawnych reakcji i dziwnych dźwięków. Służbista do granic możliwości, zakochany w swojej pracy, zasadniczy, idealista, w chwili zagrożenia mieszkańców Ziemi puszcza swoje potwory na wolność. Niski głos, spokojny, dużo przełykania śliny.
Derek - Waldemar Barwiński. To taki zwyczajny chłopak z sąsiedztwa. Troszkę trąci myszką. Właściwie nic nowego nie wnosi do postaci, jakby bez pomysłu na rolę. Chyba wolałabym posłuchać oryginału - Paula Rudd albo inny polski głos, ale z kręgu dziennikarskiego.
Oglądając Potwory odniosłam wrażenie, że to taka kreskowersja "Dnia Niepodległości", właściwie dla dzieci, bo przecież rysunkowa. Jednak nie. Film na pewno nie jest dla najmłodszych widzów, bo dużo tu przemocy i emocji, nie do zrozumienia przez szkraby. Film na pewno ucieszy te troszkę starsze dzieci, ale też i dorosłych. świetna muzyka i w końcu bajka o kosmitach opowiedziana jako bajka, a że na dokładkę mamy efekty 3D, to tylko duży plus. Zapraszam do kin!
pozdrawiam madzia-cuperek :-)