marzec2010

Ignacy Gogolewski

Bardzo dobre recenzje odebrałem od najmłodszego widza jeżeli chodzi o "Odlot". Po tej roli zaistniałem jako aktor dla młodszego pokolenia.

Czy można postawić znak równości między graniem w teatrze (do publiczności) a graniem w dubbingu (do mikrofonu i ekranu) ?
- Nie, stanowczo nie. Dubbing polega na tym, że ja dostosowuję się do postaci, która została już stworzona przez aktora i reżysera. W teatrze zaś ja biorę odpowiedzialność, ja przekazuję widzowi swoje przemyślenia i staram się stworzyć odpowiednią atmosferę. Dubbing i granie w teatrze to są zupełnie dwa różne kierunki.
W ostatnim swoim dubbingowany filmie "Odlot", który wzbudził ogromne zainteresowanie na świecie i w Polsce, próbowałem do dwóch postaci : dobrej i złej. Moje próbki głosów poleciały do Stanów a tam zadecydowali że mam zagrać negatywną postać.
Praca w dubbingu różni się od pracy radiowej, teatralnej lub telewizyjnej. To jest absolutnie odrębna gałąź, którą nazwijmy "odtwórczą rolą aktora". Mówię odtwórczą, bo o ile na scenie aktor tworzy, to w dubbingu musi dostosować się do partnera.

Czy podczas swojego pierwszego dubbingowanego filmu "Czarna Teczka" miał Pan tremę ?
- Trema może i była ale w stopniu minimalnym. Bardziej to kwestia mobilizacji i pewnych decyzji. Film "Czarna teczka" to film, w którym zagrałem jedną z głównych ról. Miałem możliwość zobaczenia aktora, któremu udzieliłem głosu w "Kupcu weneckim" w Paryżu, ale przyznam się, że niezbyt mnie zachwycił, chociaż warunki filmowe miał znakomite i był bardzo popularnym aktorem francuskim.

Jaki był pogląd reżyserów dubbingowych do dubbingu w tamtych czasach a jaki jest dzisiaj ?
- W tym wypadku trzeba całkowicie zawierzyć reżyserom. Aktor jest zajęty dokładnością synchronów i musi być w studio osoba, która obiektywnie przysłuchuje się całym wypowiedziom. Bardzo często reżyser mówi : "niech Pan posłucha oryginału", "o widzi Pan, tu w tym miejscu on robi nie tylko pauzę ale jeszcze jakieś westchnienie".

Która technika dubbingowania w studio jest Panu bliższa? Ta w tamtych czasach, kiedy nagrywał Pan razem z innymi aktorami w studio czy obecna, w której nagrywa Pan sam ?
- Trudno powiedzieć bowiem stary i nowy dubbing miał swoje plusy i minusy. Dawniej przed mikrofonem stała pewna grupka aktorów (mogło to być 5, 6 a nawet więcej osób), którzy mówili do jednego albo dwóch mikrofonów, sklejka została puszczona na ekran i my nagrywaliśmy. Czasem nagrywaliśmy to po kilka, kilkanaście razy, jeżeli któryś z nas się pomylił. Ponadto takie spotkania upływały w świetnej atmosferze, a jak była przerwa to szło się albo na kawę, albo na obiad bo takie nagrania trwały czasem po kilka godzin w studio. Ponadto w przerwie można było ze sobą porozmawiać i dowiedzieć się czegoś więcej o tym co słychać w świecie aktorskim.
Dzisiaj to zupełnie co innego. Jestem w studiu sam, słucham w słuchawce nagranie mojego polskiego kolegi aktora a jak nie ma tego nagrania to jego oryginalnego odpowiednika i prowadzę z nim dialog. Staram się wtedy utrafić przede wszystkim w synchron, potem w tonację, czasem coś staram się poprawić, ale to w stopniu minimalnym. Pamiętam, był taki film "O czym szumią wierzby", w którym ja pewne rzeczy pozmieniałem ponieważ to grali "normalni" aktorzy, a film nie był animowany, mogłem sobie troszkę pofantazjować i czasami pośpiewać. Najważniejsze jest to, że jak się pomylę i spóźnię się o kilka chwil to dawniej to było nie do przyjęcia a dzisiaj słyszę "Proszę się tym nie przejmować" i zaraz operator dźwiękowy za pomocą komputera dopasowuje mój głos do oryginalnego głosu w kilka chwil. Technika jak widać poszła daleko do przodu.

Był jeszcze taki film "Obcy", w którym użyczył Pan swego głosu Marcello Mastroianniemu.
- Obcy wg Alberta Camusa. Widzi Pan, jakich miałem wspaniałych kolegów, którym użyczyłem swojego głosu. Jakieś tam podobieństwo głosowe widocznie istniało skoro powierzyli mi podkładanie tak znakomitego aktora. Czytałem ostatnio wywiad z twórcą "8 i pół", Federico Fellinim, i dowiedziałem się, co reżyser powiedział zapraszając Mastroianniego na rozmowę : "Wie pan, mnie by chodziło o takiego aktora, którego twarz nic nie wyraża". Po czym ta twarz po paru filmach stała się jedną z najbardziej popularnych twarzy na świecie.

Pomiędzy filmem w którym udzielił Pan swego głosu w 1980 roku czyli "Książe i żebrak" a następnym filmem, czyli prawdopodobnie "Oliver Twist" minęło ponad 20 lat. Czym było spowodowane pańskie zniknięcie ?
- Praca związana z prowadzeniem teatru. W latach 70-tych prowadziłem przez trzy sezony Teatr w Katowicach imienia Stanisława Wyspiańskiego, potem wróciłem do Warszawy gdzie występowałem w Teatrze Polskim. Następnie pojechałem do Lublina, gdzie w latach 1980-1984 przez 4 sezony prowadziłem teatr. W tych latach mniej było dubbingu, za to obecnie jest czas prosperity i wiele filmów się dubbinguje. W Europie jeżeli idzie film to on jest dubbingowany. U nas jest inaczej - film kinowy jest albo dubbingowany (głównie dla dzieci), albo wyświetlany z napisami.

Którego z aktorów dubbingowych pan podziwia ?
- Najbardziej podziwiam Panią Aleksandrę Śląską, która zagrała tytułową rolę w serialu "Elżbieta, królowa Anglii". Można powiedzieć, że była to kreacja dubbingowa. Jest jeszcze Pani Danuta Szaflarska , która niedawno skończyła 95 lat i dalej gra w czterech sztukach a także ma propozycje do filmu. Nie tak dawno grałem z Panią Szaflarską w sztuce pt. "Żar" w Teatrze Narodowym. Grał tam też wiodącą rolę Zbigniew Zapasiewicz, z którym ostatnie spektakle zagraliśmy w lipcu 2009 roku i ... żar spłonął. Zapasiewicz odszedł. Tutaj rekonstrukcja nie jest możliwa.

Czy jest jakiś aktor, któremu chciałby bardzo użyczyć swego głosu ?
- Byłbym bardzo zaszczycony, gdybym mógł użyczyć swego głosu Lawrence Olivierowi, którego podziwiam w wielu filmach Szekspirowskich, w których stworzył całą galerię wybitnych postaci. Miałem to szczęście obejrzeć wszystkie filmy z jego udziałem, w których grał m.in. Henryka IV, nie mówiąc o Hamlecie, którego niestety w swoim 55-letnim życiu zawodowym nie miałem okazji zgrać. Gdyby taka okazja zaistniała i gdyby ktoś zaproponowałby mi użyczenie głosu Olivierowi, byłbym zaszczycony i dołożyłbym wszelkich starań, aby tego nie zepsuć.

Dziękuję za rozmowę.
Warszawa, Teatr Polonia, 27 marca 2010 roku.