wrzesień2005
Hanna Kinder-Kiss
1. Jak zaczęła się Pani przygoda z dubbingiem ?
- Zaczęła się ta moja przygoda wspaniale. Pani Redaktor z redakcji programów dziecięcych usłyszałą mnie w programie TV - "Ala i Alek" - program edukacyjny dla klas I - III i postanowiła, że to ja mam dubbingować Dorotkę w "Czarodzieju z krainy OZ". Szczerze mówiąc, musiała trochę powalczyć, ale w końcu wygrała. I tak, moją pierwszą rolą w dubbingu stałą się od razu główna rola. Dzięki wspaniełej ekipie i przede wszystkim cudownym kolegom, wrzucona od razu na głęboką wodę nie utonęłam a zaczęłam pływać.
2. Jakim postaciom użyczyła Pani swego głosu. Proszę powiedzieć o postaciach, z którymi się Pani zżyła.
- Próbowałam, lecz nie jestem w stanie policzyć wszystkich postaci, które grałam. A te mojemu sercu najmilsze ? Każda to morze wspomnień. Chyba dlatego, że bardzo lubię, wręcz kocham to, co robię, błyskawicznie przywiązuję się do tych, którym użyczałam głosu, serca i rozumu - inaczej się chyba nie da. Ale w skrócie, może te, co najpier przychodzą mi na myśl : Dorotka z "Czarnoksiężnika z Krainy Oz", Mowgli z "Księgi Dżungli". Rudy z "Pani Łyżeczki", Pysia z "Wuzzli", Henrietta z "Trzech Małych Duszków" no i oczywiście Daisy - narzeczona Kaczora Donalda.
3. Jak długo pracuje Pani w dubbingu ?
- Dubbinguję filmy, według moich obliczeń - dokładnie, niestety nie pamiętam, ale coś około 18 lat. Kawał czasu, mnóstwo ról, reżyserów, aktorów, różne studia.
4. Z którymi aktorami pracowało się Pani najlepiej ?
- Prawdę mówiąc, nie chcę wymieniać żadnych nazwisk i nazw, żeby przypadkiem kogoś nie przeoczyć. Generalnie, może miałam takie szczęście a może tak po prostu jest, że w dubbingu panuje wspaniała, koleżeńska, przyjazna atmosfera. Pracuje się z werwem lecz nie nerwowo.
5. Czy musiała Pani "wejść duchowo" w dubbingowane przez siebie postaci czy też po prostu czytała Pani wyznaczoną rolę ?
- Jak już wspomniałam, kocham dubbing i staram się traktować twórczo to, co robię. Moje role powstają na styku instynktu i doświadczenia.
A więc - mam tekst, widzę postać, którą gram, szukam jej rytmu wewnętrznego i - przetwarzając przez siebie - staram się stworzyć kogoś żywego z krwi i kości. Im mniejsza rola, tym trudniej, ale bardziej fascynująco. Wspaniałą przygodą jest granie kilku postaci w jednym filmie - tak, aby nawet głos był zupełnie inny. I grywałam już w jednym filmie np. dziecko, mamę i jego babcię. Albo kilkoro różnych dzieci. Rozmawiałam sama ze sobą różnymi postaciami, różnymi głosami. Tak to fascynująca przygoda.
6. Czy wszystkie postacie przez Panią grane mają taki sam głos ? Czy też musiała Pani do każdego filmu zmieniać jego brzmienie ?
- Ciekawą sprawą jest też "utrzymywanie głosu" danej postaci w długich serialach. Czasem nawet po dłuższej przerwie przychodzą kolejne odcinki. Będę pamiętać odcień głosu, czy nie ? Widzę pierwsze kadry filmu i już mówię tym głosem, włącza mi się odcień, barwa, ton.A często bywa, że jest to mój "autorski" głos, różny od oryginału.
7. Jak ocenia Pani serial "Wuzzle" ? Co mogłaby Pani jako grająca jedną z głównych ról powiedzieć o tym serialu ?
- Bardzo miło wspominam ten serial. Przyjemne rysunki, brak przemocy, atmosfera przyjaźni na ekranie i na planie. To były czasy, gdy nagrywało się dubbingi scenami - wszystkie postacie biorące udział w danym fragmencie filmu były obecne, jak to się mówi "przy sitku". Czasen grały na raz dwie osoby, czasem nawet dziesięć. Stawało się wtedy "na rewelersów" - jedna osoba przy drugiej, bokiem do mikrofonów, ściśnięci jak śledzie w beczce. Hmmm... ile wygłupów przy tym było, ile żartów ! Teraz, kiedy aktor przychodzi i "zgrywa" wszystkie swoje kwestie z całego odcinka lub więcej, może się szybciej pracuje, ale... Zostało mi z tamtych czasów to, że bardzo lubię tak zwane "gwary", kiedy studio znów ożywa tamtą atmosferę.
8. Czy wydarzyło się coś fajnego na sesji dubbingowej co utkwiło Pani w pamięci ? Czy mogłaby Pani podzielić się swoimi refleksjami.
- Anegdot specjalnie nie pamiętam, choć może jedna : często ze mną do studia przychodziła moja mała wtedy córeczka - miała 4 czy 5 lat. Była bardzo grzecznym i posłusznym dzieckiem. I na pierwszym nagraniu po próbie, została pouczona przez panią reżyser i mnie, że gdy zapali się czerwone światełko przy ekranie - nagrywamy i wtedy nie wolno się kręcić na krześle, rozmawiać, wzdychać, ma być "cisza jak makiem zasiał, nie oddychać". No i gramy. Ale nagle, coś mnie tknęło, odwracam się, patrzę, a tu moja Madzia, czerwona na buzi, łzy w oczach, naprawdę nie oddycha, żeby nie przeszkadzać.
9. Który casting utkwił Pani w pamięci ?
- Dziś castingi do ról są codziennością. Ale pamiętam taki, który dla mnie i chyba dla wszystkich uczestników tego zdarzenia był ogromnym przeżyciem. Był to pierwszy casting do filmów Disney'a, w których uczestniczyli przedstawiciele firmy i - ciekawostka - bardzo przystojny potomek i spadkobierca Wielkiego Walta. Przyjechali oni do Warszawy i osobiście obsadzali role słuchając i obserwując nas przy prawy. Wtedy to dostałam - mówili, że na zawsze - rolę Daisy, narzeczonej Kaczora Donalda. Bawiliśmy się przy tym doskonale, bo podobno - tak twierdzili amerykanie i inni, przy tym obecni, upodobniłam się do tej uroczej kaczuszki nie było głosowo ale i też fizycznie.